Decyzje często bywają podejmowane na szybko, bez przemyślenia, bez ogólnego planu. Lub chociaż pobieżnego zarysu.

Ale nie ta decyzja. Decyzja o “wyjściu z systemu” i zostaniu tak zwanym “cyfrowym nomadą”.

Temat wolności, który skrystalizował się w formie decyzji o zostaniu tzw. “location independent specialist” był czymś, co już od dłuższego czasu chodziło nam po głowach.

Najpierw był kamper. Coś co nas ze sobą połączyło, było naszym wspólnym celem. Jeżdżenie nim jest pewnego rodzaju manifestem. Dużo ludzi którzy są “kamperowcami” są trochę takimi rebeliantami. Łączy ich jedno. Pragnienie wolności.

Problemem dzisiejszego świata, a dokładniej Europy i USA jest to, że ludziom żyje się lepiej niż kiedykolwiek wcześniej w historii, a mimo to nie są szczęśliwi. Depresje i choroby cywilizacyjne są coraz częstszym problemem współczesnego świata. Według nas – i nie tylko nas – wynika to głównie z dwóch czynników. 

Po pierwsze potrzeba fizycznego przeżycia, która kiedyś nie pozwalała ludziom myśleć o czymkolwiek “więcej” jest już przeszłością. Kiedyś Europejczycy głównie obawiali się o swoje podstawowe potrzeby, to one kształtowały ich codzienność. Większość głównie zastanawiała się co włoży do garnka następnego dnia. Byli na dole piramidy potrzeb Masłowa.

Teraz to się zmieniło. Ludzie posiadają za dużo. Nie radzą sobie z nadmiarem, a nie – jak to z reguły było – z niedoborami. Piramida potrzeb jest zaspokojona na poziomie podstawowym.

Tu dochodzimy do istoty problemu i drugiego czynnika. Wydaje się, że ludzie skonfrontowani z pełną realizacją swoich podstawowych potrzeb często nie są w stanie ukształtować swoich “wyższych” pragnień w zadowalający dla nich samych sposób. Nie potrafią być szczęśliwi. To widać szczególnie na przykładzie bogatych narodów europejskich. Różnorakie statystyki dobitnie wskazują, że poziom szczęścia w społeczeństwie rośnie tylko do pewnego poziomu, żeby po przekroczeniu pewnej granicy ustabilizować się na danym poziomie, a jeszcze potem zacząć spadać. Ergo? Duża ilość “kasy” nie przekłada się na poczucie szczęścia.

My doszliśmy do tego punktu.

Od strony materialnej nie brakowało nam niczego i po pracy ponad dziesięć lat na różnych stanowiskach doszliśmy chyba oboje do muru w którym zadaliśmy sobie pytanie: “czy to jest to? czy tak właśnie chcę, aby wyglądało moje życie?”

Odpowiedź brzmi: nie. Należy zaznaczyć, że po pewnych przemyśleniach stwierdzamy, że to “nie” to nie jest “nie” definitywne. To bardziej chęć zmiany, lekkie korekcji kursu który sobie obraliśmy. 

Nie chcemy “rzucać wszystkiego” i wyjechać na antypody. Mamy dużo bardziej przemyślany i długo opracowywany plan.

Plan ten przedstawia się następująco:

  1. Sprzedać lub pozbyć się jak największej ilości rzeczy
  2. Wynająć mieszkanie 
  3. Zdobyć pracę zdalną 
  4. Oszczędzać 
  5. Na początku sierpnia 2018 roku chcemy polecieć do Tajlandii, a dokładniej do miejscowości Chiang Mai, uznanej za światową stolicę “Cyfrowych Nomadów”

Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że planowanie to ważna część całego projektu, ale sam plan, a raczej jego przebieg napisze samo życie. Dlatego to wszystko jest tak ekscytujące. Nie raz już okazało się, że sam fakt podróży, wyjścia ze strefy komfortu powoduje, że jakimś dziwnym trafem dzieją się fajne rzeczy.

W ciągu ostatnich dwóch tygodni udało się nam podpisać umowę z agencją nieruchomości. Jest to duży krok milowy w dobrym kierunku. Dlaczego? Nawet gdyby jakimś dziwnym trafem coś nam się odwidziało to oznacza to, że od sierpnia i tak nie będziemy mieli gdzie mieszkać! To jest dopiero dobry motywator :).

Następnym krokiem było uczestnictwo w konferencji Digital Nomadów w Łodzi. Magda opisała to wydarzenie w osobnym poście. Od siebie dodam tylko, że taka ilość inspiracji i chęci do działania, a także tzw. “success stories” w jednym miejscu tylko dodały nam dodatkowej motywacji. Super sprawa. 

Powoli działamy w dobrym kierunku i to bardzo nas motywuje. Oby tak dalej.