Nie wiem czy też tak macie, ale zawsze gdy słyszałam „Borneo” przed oczami stawała mi dżungla, zupełnie dziki krajobraz. Niestety rzeczywistość okazała się kompletnie inna.

Przez ponad dwa tygodnie zjeździliśmy cały stan Sabah. Łącznie parę tysięcy kilometrów. I wiecie co widzieliśmy cały czas za oknem? Plantacje palm olejowych. Setki kilometrów plantacji, niezmieniający się krajobraz.

A co z rajskimi wysepkami dookoła? To chyba największy szok. Na morzu i wysepkach żyją Sea Gypsies – w dosłownym tłumaczeniu morscy cyganie – semi-koczowniczy lud żyjący na łodziach i domkach na wodzie. Niech zdjęcia mówią same za siebie:

 

Oczywiście są też fajne strony Borneo – sympatyczni ludzie, świetne niedrogie jedzenie, dzika natura tam gdzie się ostała jest cudowna no i nosacze ;). Mimo wszystko mamy jednak poczucie, że na Borneo niewiele przyrody się ostało..